Wybierz język

Jesteśmy Organizacją Pożytku Publicznego

numer naszego konta bankowego:
78 1240 1037 1111 0000 0693 1384

Połowa za nami

7 kwietnia 2016

Wolontariusze zagraniczni 2015-16 - seminarium srodroczne, Istebna

Uczestnicy seminarium śródrocznego w Istebnej: Ewa Wunsz, Christine Niezborala, Leon Heckmann, Nina Waßmann, Marco Sedlbauer, Eike Bens i Johannes Ehrenfeld (fot. Diakonia)

 

Podczas seminarium śródrocznego wolontariusze zagraniczni, realizujący projekty koordynowane przez Diakonię Polską, mieli okazję do omówienia swojej pracy oraz doświadczeń związanych z kilkumiesięcznym pobytem w Polsce.

Grupa młodych ludzi z Niemiec i Węgier od jesieni 2015 r. służy pomocą w różnych ośrodkach kościelnych w ramach programu „Wolontariatu Międzynarodowego” (pisaliśmy o tym tutaj i tutaj). Ich seminarium śródroczne odbyło się od 25 do 29 stycznia w Istebnej. Prowadziła je Ewa Wunsz, koordynatorka ds. wolontariatu w Diakonii Polskiej.

Podczas pobytu w Istebnej wolontariusze mieli okazję do omówienia swojej pracy oraz doświadczeń związanych z kilkumiesięcznym pobytem w innym kraju. Wzięli udział w warsztatach pedagogicznych i psychologicznych, ćwiczyli kreatywność przygotowując swój własny projekt, uczestniczyli w edukacji regionalnej oraz poznawali kulturę polską „od kuchni” biorąc udział w warsztatach kulinarnych.

 

O swoich wrażeniach z seminarium w Istebnej
opowiada jedna z wolontariuszek – Nina Waßmann z Niemiec

Nina Wassmann

Nina Waßmann

W seminarium brała udział grupa wolontariuszy 2015/2016 oraz Ewa Wunsz z Diakonii Polskiej, która zorganizowała i poprowadziła zajęcia. Niestety z różnych przyczyn nie wszyscy mogli dojechać na seminarium, więc ostatecznie grupa uczestników była nieduża (7 osób). Program był zróżnicowany i składał się zarówno z sesji ewaluacyjnych, skoncentrowanych na rozmowach o realizacji naszych projektów, oraz sesji plenerowych, podczas których poznawaliśmy lokalne ośrodki kultury oraz atrakcje przyrodnicze.

Nasz przyjazd planowany był na poniedziałek, 25 lutego, na godz. 18:00, ale… nie do końca nam się to udało. Kilka dni wcześniej cała nasza grupa spotkała się w Krakowie. Stamtąd wspólnie pojechaliśmy autobusem do Istebnej. Kiedy dotarliśmy na miejsce, było już ciemno i nie mogliśmy dostrzec, gdzie dokładnie jesteśmy. Ktoś udzielił nam błędnej informacji i wysiedliśmy z autobusu za wcześnie – „na dole”, w centrum Istebnej, tymczasem parafia, w której mieliśmy spędzić kolejne pięć dni, znajduje się „na szczycie”. Nasz pobyt rozpoczęliśmy więc od marszu z wielkimi walizkami pod górę, poprzez śnieg, co – wydawało nam się – trwało całą wieczność. Nie szkodzi – lekko zmarznięci, ale bezpieczni dotarliśmy na miejsce, gdzie czekała już ciepła kolacja oraz pierwsze wspólne zajęcia.

Kilkoro z nas chciało pozostać w Istebnej po zakończeniu seminarium, by pojeździć na nartach. Jako że wraz z ociepleniem zaczął znikać śnieg, seminaryjna wycieczka na narty została przyspieszona i od tego rozpoczął się wtorek, 26 lutego. Trzy osoby z naszej grupy stanęły na nartach pierwszy raz w życiu, co okazało się nie lada wyzwaniem i oznaczało wiele frustracji ze strony uczących się. Na koniec jednak, po dwóch godzinach na śniegu, wszystkim udało się bezpiecznie wrócić do parafii na obiad i kolejną sesję zajęć.

Naszym zadaniem było stworzenie plakatu filmowego, odzwierciedlającego najważniejsze aspekty naszych projektów. Mogliśmy sami zadecydować, czy „nasz film” to komedia, dramat, horror, romans czy jakikolwiek inny gatunek filmowy. Poza tym dzieliliśmy się w kręgu zabawnymi, smutnymi, zaskakującymi czy problematycznymi chwilami z przebiegu naszego wolontariatu. W rozmowach pomagał nam talerz słodkości, z którego można się było częstować ilekroć ktoś zabierał głos. W ten sposób mieliśmy możliwość wymiany informacji o naszych projektach i dzielenia się w większości dobrymi aspektami naszego wolontariatu. Mogliśmy także radzić się siebie nawzajem, co było bardzo pomocne.

Okazało się, że wszyscy są usatysfakcjonowani swoimi projektami i żadne poważne problemy jak dotąd nie wystąpiły.

W środę, 27 stycznia, odwiedziliśmy Gminny Ośrodek Kultury, by zobaczyć wystawę koronki, tradycyjnego dla regionu rękodzieła. Po obiedzie kontynuowaliśmy sesje warsztatowe. Tym razem tematem była komunikacja, „Porozumienie Bez Przemocy” według teorii Marshalla B. Rosenberga. Ta teoria może nam pomóc w konstruktywnym rozwiązywaniu konfliktów zarówno w czasie naszych projektów, jak i w prywatnym życiu. Podczas następnej sesji konieczna była nasza własna kreatywność. Zostaliśmy poproszeni o stworzenie własnego projektu, który mógłby się wpisać w możliwości i potrzeby naszych organizacji goszczących.

Rezultaty są godne zaprezentowania. Dla seniorów zaplanowana została wycieczka do muzeum, dla uczniów najstarszych klas powstała oferta zajęć sportowych. Ja planuję organizację cyklu spotkań dla pensjonariuszy Domu Opieki „Tabita”, którzy często czują się samotni lub słabo znają się wzajemnie. Takie spotkania byłyby propozycją spędzenia wolnego czasu w towarzystwie innych osób. W tym momencie moje plany nie są jeszcze gotowe i wciąż nad nimi pracuję, ale zrobiłam już pierwsze kroki w tym kierunku nawiązując kontakt z księdzem będącym duszpasterzem w „Tabicie”.

Wieczór spędziliśmy na grze w Tabu (kalambury), którą sami stworzyliśmy i której towarzyszyło mnóstwo śmiechu.

Czwartek, 28 stycznia, był dla nas ostatnim dniem przed wyjazdem. Po pierwszej sesji z zakresu psychologii, na której Ewa [Wunsz – przyp. red.] przedstawiła nam piramidę potrzeb Maslowa, zajęliśmy się pisaniem krótkiego raportu przejściowego z przebiegu naszych projektów. Po południu czekała nas wizyta w tradycyjnej górskiej chacie, która obecnie pełni funkcję muzeum. Można w niej zobaczyć, jak ludzie żyli jeszcze 40 lat temu, choć dla mnie wygląda to, jakby się cofnąć o 200 lat. Właściciel chaty zagrał dla nas na kilku tradycyjnych instrumentach: okarynie, fujarce, flecie, rogu, trombicie oraz dudach (przypominających kobzę). Wyglądało to jakby trzymał małego misia w ramionach grając jednocześnie na fujarce – bardzo wyjątkowe.

Po powrocie do parafii rozpoczęliśmy warsztaty kulinarne – lepienie pierogów na kolację. Zajęło nam to trzy godziny zanim mogliśmy zasiąść do kolacji, ale efekt wart był wysiłku. Po kolacji nastąpiła ostatnia oficjalna część programu – ewaluacja seminarium. Bez wyjątków Ewa otrzymała pozytywne komunikaty.

Dlaczego seminarium było przydatne dla mnie osobiście?

Głównie dlatego, że wiem teraz dokładniej, czego oczekuję w drugiej połowie mojego projektu. Wymiana doświadczeń z innymi wolontariuszami podsunęła mi kilka nowych pomysłów. W przyszłości zdecydowanie chcę wykorzystać mój wolny czas na podróże. W Polsce – w porównaniu z Niemcami – podróżowanie jest tanie. Teraz jest na to najlepszy czas.

Dobrze, że mogłam tak intensywnie podyskutować o moim projekcie i zadać wiele pytań. Czasem jako wolontariuszka czuję się trochę zagubiona i dzięki seminarium poczułam się jeszcze bardziej wspierana. Szczególnie cieszę się, że mogę opracować swój własny projekt i jeszcze bardziej zaangażować się na rzecz innych. Mam nadzieję, że mieszkańcy „Tabity” docenią proponowane spotkania.

Wszyscy skorzystaliśmy z tych pięciu dni. Nie tylko rozmawialiśmy o naszych projektach, ale mogliśmy także zobaczyć trochę więcej Polski. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam tam być. Wolontariat to niezwykła szansa i chcę ją wykorzystać jak to tylko możliwe. Seminarium daje konieczne wsparcie. Pozwala się lepiej zorientować i nawiązać kontakt z innymi wolontariuszami. Mieliśmy razem świetny czas i wszystko, co mogę jeszcze powiedzieć, to to, że czekam już na kolejne seminarium!